Kenijczycy poprowadzili 20. Bieg św. Dominika - Marcin Chabowski mistrzem Polski na 10 km

fot. Monika Goldszmidt-Czarniak/Trojmiasto.pl

 

Najlepsi w 20. Biegu św. Dominika: Samuel Rutto (nr 4), David Metto (2) oraz mistrz Polski na 10 km, Marcin Chabowski (14).

 

Samuel Rutto niemal cały bieg podążał za plecami rodaka Davida Metto, ale na finiszu to on był najszybszy. To jedenaste zwycięstwo Kenijczyka w 20. edycji imprezy Klubu Lekkoatletycznego Lechia Gdańsk. Mistrzem Polski na 10 kilometrów został Marcin Chabowski. Najliczniej obsadzoną konkurencją, z czterech które w sobotę rozegrano na ulicach Głównego Miasta, był dystans 5 kilometrów. Wystartowało ponad 800 zawodniczek i zawodników, w tym mistrzyni świata z 1991 roku w maratonie, Wanda Panfil. Zwyciężył Daniel Pek, wicemistrz ubiegłorocznych igrzysk paraolimpijskich w Londynie.

 

W sobotę w Gdańsku było bardzo gorąco. Gdyby nie cień, który rzucały kamieniczki Głównego Miasta, trzeba byłoby biegać w temperaturze przekraczającej w słońcu 30 stopni Celsjusza.

-Dla kibiców oglądających zawody pogoda była super. Dla biegaczy trochę mniej, gdyż trasa była bardzo wygrzana - ocenia Stanisław Lange. -Trudy biegu dały się we znaki nawet Kenijczykom, którzy nie utrzymali tempa na rekord trasy. Jednak w tym kierunku będziemy zmierzać. Postaramy się w kolejnych edycjach, aby do Gdańska przyjeżdżali jeszcze lepsi zagraniczni zawodnicy - dodaje dyrektor KL Lechia Gdańsk.

W jubileuszowej edycji, w stawce 41 startujących w biegu elity byli przedstawiciele: Kenii, Meksyku, Ukrainy i Białorusi. Zdecydowaną większość stanowili Polacy, dla których start w Gdańsku był mistrzostwami kraju w biegu ulicznym na 10 kilometrów.

-Od miesiąca trenuję w Spale m.in. z Jose Antonio Marino Uribe. Ten zawodnik jako jedyny Meksykanin uzyskał minimum na mistrzostwa świata w maratonie. Liczę, że 17 sierpnia w Moskwie będzie w stanie złamać barierę 2:10. Bieg w Gdańsku jest dla niego etapem przygotowań właśnie do tego startu - mówiła Wanda Panfil, mistrzyni świata w maratonie w 1991 roku o swoim obecny podopiecznym, który w Gdańsku nie włączył się do walki w czołówce. Triumfator Biegu Powstania Warszawskiego sprzed tygodnia teraz osiągnął wynik 30:32, co wystarczyło do 11. lokaty.

Na Głównym Mieście przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do widoku afrykańskich biegaczy na czele. Pierwszym Kenijczykiem, który wygrał Bieg św. Dominika, był w 1997 roku Richard Kosgei.

W sezonach 2005-06 triumfował Abel Kirui. Można nawet powiedzieć, że to w Gdańsku narodziła się jego wielka kariera, która później zaowocowała dwoma tytułami mistrza świata w maratonie (2009, 2011) oraz wicemistrzostwem olimpijskim (2012).

Tropem liczącego obecnie 31 lat Kirui próbuje podążyć Samuel Kemboi Rutto. Do ubiegłego roku startował wyłącznie w swoim kraju i biegał głównie przełaje. Biegów uliczny uczy się od ubiegłego roku w Polsce. 19-latek potrafi narzucić, a następnie utrzymać równe tempo, dlatego w kilku polskich maratonach biegał już jako playmaker.

W Gdańsku nie musiał pracować na innych. Potwierdził, że na 10 kilometrów obecnie w Polsce nie ma od niego lepszego biegacza. Triumf w Biegu św. Dominika dołożył do ubiegłorocznych zwycięstw na tym dystansie w Świebodzinie, Twardogórze oraz Pradze. Debiut w maratonie planuje na 2015 rok.

-Kenijczycy zaatakowali już na drugim okrążeniu. Od piątej rundy tempo było już naprawdę mocne, a grupa porwała się praktycznie na pojedynczych zawodników. W tych warunkach nie mogłem dać z siebie więcej, bo jeszcze dwa tygodnie temu byłem na kuracji antybiotykowej - przyznaje Radosław Dudycz.

Pięciokrotny medalista Polski w maratonie był najlepszym z zawodników trójmiejskich klubów. Przedstawiciel Team Run Gdańsk z wynikiem 30:44 zajął 17. miejsce w klasyfikacji ogólnej oraz był 11. w mistrzostwach Polski.

Dla chwały Pomeranii Szczecinek biega od tego sezonu Marcin Chabowski. Triumfator Biegu św. Dominika w latach 2009-10, niedoszły olimpijczyk z Londynu, gdzie nie wystartował z powodu kontuzji, najdłużej starał się dotrzymywać kroku Kenijczykom. Jednak od trzeciej rundy mógł co najwyżej podążać za rywalami ze stratą 5-10 sekund, choć bieg niemal takim samym tempem jak, gdy wygrywał trzy lata temu (wówczas czas 29:11).

Kenijczycy zawiesili poprzeczkę jeszcze wyżej. Do połowy dystansu mieli międzyczasy lepsze, niekiedy nawet o 9 sekund, od rekordu trasy ich rodaka, Cosmasa Kyevy, któremu 2011 roku zmierzono w Gdańsku na mecie 28 minut i 48 sekund.

Gdyby któryś z nich poprawił ten wynik, to do czeku na 6 tysięcy złotych należnego zwycięzcy, doszłoby jeszcze 2 tysiące za rekord trasy. Jednak tempo nie zostało utrzymane, gdyż między Kenijczykami nie było współpracy. Niemal cały bieg prowadził David Metto.

Rutto na czoło wyszedł tylko, gdy kończyła się ósma runda. Natomiast od połowy dystansu wydawało się, że lada chwila, o ile nie zejdzie z trasy, to zostanie za rodakiem.

Od połowy dystansu 19-latek zachowywał się tak jakby miał kłopoty zdrowotne. To prostował rękę, to znów trzymał się za nerkę lub bok. Na finiszu jednak ograł bezwzględnie o cztery lata starszego rodaka, który na koncie sukcesów ma m.in. zwycięstwo w maratonie w Dębnie w 2012 roku (wynik 2:12:53).

-Jestem bardzo szczęśliwy. Ze względu na pogodę także dla mnie był to ciężki bieg. Było bardzo gorąco. Stąd podczas biegu starałem się jak najlepiej gospodarować siłami - powiedział na mecie zwycięzca.